Jesteś tutaj:HOME>Jesień 2019>XVI Edycja Ligi Bobra>Relacje Ekstraklasa>Tekstówka z 10. kolejki ESA

Tekstówka z 10. kolejki ESA Wyróżniony

26 listopad 2019 Relacje Ekstraklasa 760 odsłon

Już wszystko jasne! Do godziny 19:00 musieliśmy oczekiwać na ostateczne ułożenie ekip w tabeli. WFC w ostatnich minutach wywalczyło miejsce na podium, a Team Hangover modliło się o porażkę PrefBud Tulewo, by móc wskoczyć na trzecie miejsce na pudle. Ostatnia kolejka Ekstraklasy była chyba najciekawszą w całym sezonie. Kto nie dotarł na orlik, niech żałuje! Zachęcamy do przeczytania tekstówki.

Wszystkie gwiazdy świecą dla Hangover

Meczem o 16 rozpoczęliśmy ostatnią kolejkę zmagań w Ekstraklasie. Spotkanie to, było niezwykle ważne dla obu zespołów w kontekście układu w tabeli. Zarówno Hangover jak i All Stars mieli szansę na zajęcie prestiżowego, trzeciego miejsca, natomiast porażka któregoś z nich, wraz z odpowiednim wynikiem w innych pojedynkach zrzucała oponenta na przedostatnią lokatę.
Od pierwszego gwizdka obydwa zespoły ruszyły na siebie z ogromnym animuszem. Już w drugiej minucie Hangover stworzył sobie dogodną szansę bramkową, ale w sytuacji sam na sam Igor Grajner musiał uznać wyższość Michała Wytrykusa. All Stars nie pozostał dłużny, po bardzo ładnej komunikacyjnej akcji strzał Kamila Melchera obronił Mateusz Ołdak. W 5. minucie, na prowadzenie wyszedł Hangover. Grajner podaniem z głębi pola otworzył drogę do bramki Maćkowi Gałązce, który płaskim strzałem pokonał bramkarza Jasienicy. All Stars odpowiedział trzy minuty później. Po akcji zapoczątkowanej przez Radomskiego, świetnym wykończeniem popisał się Daniel Kania. Pierwszy kwadrans świetnie zobrazował pasje, wolę walki i chęć zwycięstwa obu stron, a co najważniejsze pokazał, najak wyrównanym i wysokim poziomie zawieszona była poprzeczka jakości w tej edycji ekstraklasy. W 16. minucie po raz drugi na prowadzenie wyszli Kacownicy. Adam Burasiewicz przeprowadził rajd prawą stroną boiska, zagrał po ziemi do Kacpra Gałązki, który mocnym uderzeniem z pierwszej piłki wpisał się na listę strzelców. Do końca pierwszej połowy gra była niezwykle wyrównana, obie ekipy zaciekle szukały kolejnych trafień. Najbliżej tego celu byli gracze Jasienicy, ale rzut karny zmarnował Konrad Kupiec. Chwilę przed gwizdkiem na przerwę doszło do spięcia pomiędzy zawodnikami, w wyniku czego Hangover kończył i zaczynał drugą połowę bez dwóch zawodników ukaranych wykluczeniem minutowym. Ten fakt  znacząco zmienił obraz gry, gdyż All Stars Jasienica zamknęła rywala na ich przedpolu, szukając dogodnej okazji do zdobycia bramki. Ta sztuka udała się w 27. minucie, kiedy to Konrad Kupiec wykorzystał mądre podanie Krzysztofa Króla i mocnym strzałem przy bliższym słupku dał wyrównanie. Mimo ogromnego naporu na bramkę Kacownicy wytrzymali nawałnice rywala i po 10. minutach drugiej połowy grali już w komplecie. Mecz znów stał się zacięty i wyrównany. Nikt nie odstawiał nogi, sprawa wyniku była przecież wciąż otwarta dla każdej ze stron. W 41. minucie wielką klasę pokazał Krzysztof Król. Posłał piękne, crossowe podanie idealnie na głowę wbiegającego w pole karne Rafała Radomskiego, który zmieścił piłkę tuż pod poprzeczką. Wydawało się wtedy, że boiskowe doświadczenie All Stars zaprocentuje i i dam im się dowieźć korzystny rezultat do końca spotkania. Hangover nie miał jednak zamiaru składać broni, rzucił się do odrabiania strat, nie mając tak na prawdę już nic do stracenia. W 45. minucie zamieszanie w polu karnym wykorzystał Kacper Gałązka. Po jego strzale piłka odbiła się jeszcze od jednego z interweniujących obrońców i wtoczyła się za linię bramkową. Na trzy minuty przed końcem przed polem karnym Jasienicy znalazł się obrońca Hangover- Jakub Górski, który niesamowitym strzałem z dystansu pokonał bezradnego przy tym uderzeniu Michała Wytrykusa. Drużyna Jasienicy ruszyła rozpaczliwie na rywala, ale zabrakło czasu i szczęścia by doprowadzić do korzystnego rezultatu i to Team Hangover cieszył się z trzech niezwykle cennych punktów.

Niby Listopad, a na orliku +20

+20, bo właśnie tyle bramek obejrzeli kibice zgromadzeni na Orliku w Tłuszczu o godzinie 17, kiedy to na przeciw siebie stanęły ekipy z dwóch różnych biegunów. Pewne obrony tytułu Mistrza Ekstraklasy FC KLONOWE LIŚCIE zmierzyły się ze spadającym z ligi T&D Prawko. To co wydarzyło się w trakcie tego spotkania przerosło najśmielsze oczekiwania.
Wraz z pierwszym gwizdkiem całkowicie zatarła się różnica klas między obiema ekipami. TD Prawko stanęło na wysokości zadania pokazując kawał dobrego futbolu. Strzelanie rozpoczął fantastyczny tego dnia Tomasz Domański. Mocnym strzałem pod poprzeczkę pokonał awaryjnego bramkarza TD - Krystiana Palesę. Chwilę później wyrównał Sebastian Szymański. Bramki padały w niezwykle ekspresowym tempie, obie ekipy pokazywał przy tym wiele ciekawych zagrań. W drużynie TD świetnie funkcjonował przede wszystkim duet Czechowski- Krasnodębski, który był motorem napędowym dla reszty zespołu przy kreowaniu ofensywnych akcji. Ten drugi, co rusz dawał impuls swojemu zespołowi mądrymi wyjściami z piłką z linii obrony. Z drugiej strony popis swoich umiejętności szczególnie prezentował  Patryk Akier i niezawodny w tej edycji Tomasz Domański. Obaj zawodnicy łącznie strzelili 9 bramek w tym meczu. Otwartość tego spotkania bez wątpienia sprawił fakt, że drużyny tak na prawdę o nic już nie walczyły. FC KLONOWE LIŚCIE zapewniły sobie obronę tytułu Mistrza na dwie kolejki przed końcem, natomiast T&D Prawko przestało liczyć się w walce o utrzymanie. Tym bardziej należy pochwalić TD za fantastyczną walkę do końca, oraz świetną postawę, którą zaprezentowali w trzech ostatnich meczach z czołówką ligi, pokazująca że przy odrobinie lepszej organizacji, ta edycja mogła zupełnie inaczej wyglądać. Do ostatniego gwizdka Klonowe i Prawko utrzymali wysokie tempo, obaj bramkarze co chwilę wyciągali piłkę z bramki. Po ostatnim gwizdku na tablicy wyników mieliśmy wynik 10:10.

Rachunki do wyrównania

Ostatnim pojedynkiem ekstraklasy w 16. Edycji Ligi Bobra był mecz pomiędzy Prefbud Tulewo i WFC. Spotkanie niezwykle ważne dla układu w tabeli, a zarazem bardzo prestiżowe, ponieważ stawką dla obu zespołów w przypadku wygranej było miano Wicemistrza ligi. Na uwadze mieliśmy również historię rywalizacji tych ekip z poprzedniego, niezwykle wyrównanego sezonu pierwszej Ligi, kiedy to w bezpośrednim pojedynku górą była drużyna Rafała Kowalczyka, co w ostatecznym rozrachunku dało im tytuł mistrzowski. W tej edycji, w pierwszym spotkaniu również to Tulewo cieszyło się z trzech punktów. Dlatego nikt z WFC nie musiał specjalnie mobilizować się przed meczem, każdy z zawodników czuł rangę i ważność rywalizacji, a w grę wchodziło coś więcej niż tylko zwycięstwo.
W mecz lepiej weszli jednak zawodnicy Tulewa, już w pierwszej akcji zdobywając bramkę. Po świetnym podaniu z głębi pola Marcina Kowalczyka, Dominik Kluczek wykorzystał sytuacje sam na sam. Od tego momentu inicjatywę szybko przejęli piłkarze WFC. Mimo niekorzystnego rozpoczęcia ze stoickim spokojem rozprowadzali piłkę po obwodzie, szukając dogodnej okazji do strzelenia gola. Przytłaczająco długo utrzymywali się przy piłce, jednak szczelna obrona dyrygowana przez braci Kowalczyk nie pozwalała na zbyt wiele. Tulewo szukało przy tym szans, na wyjście z szybkim kontratakiem. Po jednym z nich Kluczek minimalnie pomylił się w bardzo dogodnej sytuacji. To, co nie udało się wcześniej, świetnie zadziałało w 22. minucie. Dośrodkowanie Krzysztofa Zabrzeckiego ślicznym strzałem głową wykończył właśnie Dominik Kluczek. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do drużyny Wyszkowa. Daniel Modzelan po indywidualnej akcji strzelił bramkę kontaktową, która była zapowiedzią niesamowicie ekscytującej drugiej połowy. Obie ekipy prezentowały wysoki poziom, dlatego nie czekaliśmy długo na kolejne trafienia. W 27. minucie rzut karny na raty wykorzystał Łukasz Wydryszek. Prefbud na pewno miał w pamięci mecz z ostatniej kolejki przeciwko Hangover, kiedy to dwukrotnie obejmowali prowadzenie, a mimo to schodzili z boiska pokonani. Czując, że wynik wymyka im się spod kontroli , wzięli się ostro do roboty. W 30. minucie podanie Kamila Polaka na trafienie zamienił Dominik Gut. I choć do końca pojedynku zostało wtedy dwadzieścia minut, to mogło się wydawać, że Tulewo skutecznie zabiło ten mecz. Tym bardziej, że WFC nie miało pomysłu na przejście szczelnej defensywy byłego mistrza pierwszej ligi. Minuty uciekały, poziom frustracji rósł w ekipie z Wyszkowa coraz bardziej. Na dwie minuty przed końcem stało się jednak coś, co do tej pory budzi we mnie dreszcze emocji. Do rzutu wolnego podszedł Daniel Modzelan i niesamowitym uderzeniem dał swojej drużynie remis. Ta bramka dała drugie życie WFC, którzy 30 sekund przed końcem wyprowadzili ostateczny cios. Łukasz Wydryszek po raz drugi wpisał się na listę strzelców piekielnie mocnym strzałem tuż przy słupku. Tulewo nie miało już szans na wyrównanie, bowiem po tej akcji sędzia zakończył spotkania. Wielkie meczycho na koniec wspaniałego sezonu ekstraklasy. WFC 4, Tulewo 3.

 

Więcej w tej kategorii: « Każdy punkt na wagę złota
Zaloguj się, by skomentować
 

Sponsor strategiczny ligi

Partnerzy

Joomla Extensions
Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok