Menu

To nie był dobry dzień dla niektórych... Relacje z 1 ligi Wyróżniony

Dla niektórych drużyn to nie był dobry dzień! Na pewno tak mogę powiedzieć Ci co przegrali. Jednak dodatkowo tak uznają zawodnicy, którzy odnieśli tego dnia urazy umożliwiające im dalsza grę w spotkaniach ich drużyn. Dzień dał nam kilka ciekawych rozwiązań, które spowodowały że liga stanie się ciekawsza. Truskawką na torcie był ostatni mecz Latoszka z Klonową. Zapraszam!

Nauka Jazdy nadal w lesie

Nauka Jazdy u Sławka drugi raz z rzędu wysoko ulega rywalowi. Dodatkowo ich gra nie napawa optymizmem przed kolejnymi kolejkami. Ekipa Jankowskiego ma podstawowy problem, który uniemożliwia im wygrywanie meczu – nie zdobywają bramek. Ciężko jest wgrać mecz gdy nie może nic dosłownie wejść w bramkę. To już drugie spotkanie gdzie trwa strzelecka niemoc Nauki Jazdy u Sławka. Co prawda chłopcy mają trochę pecha. Obijają słupki i poprzeczki a dodatkowo dość szybko się denerwują. Jeśli byśmy patrzyli na poziom utrzymania piłki oraz ilość podań to górują na rywalem. Jednak to bramki decydują o fakcie czy wygrasz czy przegrasz mecz. W tym aspekcie czeka ich dużo pracy. 1 liga to nie przelewki – trzeba poprawić skuteczność i spróbować grać na zero z przodu. Przy wielu akcjach wyprowadzonych do przodu jest dość sporo chaosu i niedokładności. Natomiast Chłopaki do wzięcia po zeszłotygodniowym laniu – dzisiaj w szerszym składzie, z Wroną i Nowaczukiem z przodu. Dało to wiele ożywienia i niekonwencjonalnych zagrań  których jest znany Wrona.  Do pomocy mieli Żmudę, który co rusz nękał obrońców Nauki Jazdy u Sławka rajdami od bramki do bramki. Indywidualnie należą się pochwały za dobrą postawę Wronie, Nowaczukowi oraz Irkowi Zygartowiczowi.

Z samych wydarzeń boiskowych możemy wyróżnić kilka akacji wspomnianych Chłopaków do wzięcia, którzy dobrze weszli w spotkanie. Rozpoczęli stabilnie i pewnie w obronie gdzie główne skrzypce grał Irek Zygartowicz – rosły defensor dał się również poznać swoim vis a vis kolegom w akcjach ofensywnych. Mam wrażenie, że szybko strzelona bramka trochę ustawiła mecz i podcięła skrzydła przeciwnikowi. Druga część spotkania rozpoczęła się z większym skupieniem Nauki jazdy u Sławka. Mądra gra z tyłu i nie pozwolenie na podejście do własnej bramki dały efekt w postaci kilku akcji ofensywnych. Dobry strzał tuz na początku drugiej części oddawał Bułatowicz – jednak czujnie w bramce Skonieczny. Później co prawda padła bramka kontaktowa jednak chyba zabrakło umiejętności by coś więcej ugrać w tym meczu.  

Po meczu Rafał z Chłopaków do wzięcia krótko skomentował spotkanie:

„Mecz dobry w wykonaniu obu drużyn. Staraliśmy się kontrolować przebieg spotkania, lecz przeciwnik wcale nam tego nie ułatwiał. Nie zagraliśmy dobrej piłki, dużo strat brak konsekwencji w kryciu spowodował utratę trzech bramek, dwa lub trzy razy uratował nas słupek. Plusem jest trochę większa frekwencja zawodników na ostatnim meczu. Co do przeciwnika, chłopaki zagrali dobry mecz. Potrzebują jednak trochę czasu i ogrania w I lidze. Życzę im sukcesów w następnych spotkaniach.”

Dużo pracy dla sędziego

Druga para tego dnia to pojedynek Rubenu (dawniej NadBUD) z PrefBUD Tulewo. Oba zespoły dość w bojowych nastrojach. Wiele kontaktowej walki na boisku ale wszystko w granicach przepisów. Szybko strzelona bramka przez Sadochę w pierwszych minutach spotkania ustawiła pierwszą połowę pod dyktando Rubenu. To oni więcej mieli sytuacji podbramkowych. Tulewo natomiast próbowało wywrzeć presję na przeciwniku i spowodować, że ci się gdzieś pogubią i zrobią błąd w obronie. Maciek Denoch co prawda kilkukrotnie starał się pomóc przeciwnikowi podają do niego piłkę pod swoja bramką jednak Tulewo nie potrafiło tego wykorzystać – czym rehabilitował się wspomniany Denoch swoim kolegom. Być może działa to na niego motywująco? Jednak wracając do gry PrefBUD to mieliśmy wrażenie, że zawodnicy chcą wejść z piłką do bramki przeciwnika. Tak jakby zapomnieli, że można oddawać strzały zza pola karnego. Zupełnie jak na boisku osiedlowym w grze 4:5. Wiele rozwiązań było przekombinowanych. Szymański i Karp w ataku mieli swoje okazje ale Denoch (Ruben) w bramce robił swoje. W końcówce pierwszej połowy mieliśmy jeszcze dwie bramki – raz po faulu na Banaszku (Ruben), mocno piłkę uderzał Michał Kur bezpośrednio z rzutu wolnego. Bita piłka przeszła pole karne i dosłownie nastrzeliła poszkodowanego – Darka Banaszka, który dostawił nie nogę a głowę! Wyginając się niczym patyk na łuk dla dziecka. Dobrze, że obyło się bez kontuzji bo słupek był blisko. Tulewo tuż przed zakończeniem zdobyło bramkę kontaktową z rzutu karnego – wapno na bramkę zamienił Mateusz Karp. Po wznowieniu obraz gry się nie zmienił. Tulewo długimi piłkami szukało napastników a Ruben sukcesywnie kontrowało ich – dzięki temu Sadocha w 29 minucie podwyższa na 4-1. Ruben  na tym poprzestał. Myśli chyba już przy następnym rywalu – Klonowych. Niestety ale do końca meczu zostało jeszcze dobrych kilkanaście minut. Tulewo wykorzystało chwilowe zawahanie Rubenu i w ciągu trzech minut doprowadziło do remisu. Pierwszy sygnał do ataku dał Matuszewski, później bramkę kontaktową złapał ponownie Borkowski a do remisu doprowadził Karp. Emocje rozpoczęły się na nowo. 2 minuty do końca gdy kapitan PrefBUD bezmyślnie fauluje przeciwnika i ogląda żółty kartonik czyli 5 minut kary. Tulewo w osłabieniu. Do końca niewiele ponad minuta. Rozpaczliwe ataki obu ekip kończyły się z reguły na masie niecelnych zagrań. Jedno celne zagranie, które ustawiło wynik meczu było wynikiem splotu kilku przypadkowych zagrań – w końcowym rezultacie po dośrodkowaniu z prawego skrzydła obrońcy Rubenu piłke na środku przecina Matuszewski – piłka po jego odbiciu ląduje w bramce. Sędzi nie pozwala już wznowić spotkania. Ruben rzutem na taśmę wygrywa zremisowany mecz i jak się okazało później przystąpi do kolejnego spotkania w roli „niepokonanej ekipy”.

Mało grać a wygrywać

Trzecie zestawieni dnia to para, która już się zna z boisk Ligi Bobra. Kominkowi versus Bad Boys. All Stars Kati Kominki  dopiero rozpoczyna sezon meczem z Bad Boysami. Wyjściowy garnitur robi wrażenie: Koza, Król, Radomski, Melcher, Wycech i Matejak. Nieobecni m.in. Paź i Lewandowski. Choć wiemy, że to wzmocnienia na wyjątkowe okazje a tych w tym sezonie kilka na pewno będzie. Bad Boysi bez swojego głównego asa – Domżalskiego. Początek spotkania to sporadyczne ataki Kominkowych. Obie ekipy z wielkim szacunkiem do gry i posiadania futbolówki przy nodze. Wiedziałem, że w tym meczu będę miał „wolne” od częstego biegania po gałę na okoliczne łąki i posesje. Wróćmy na murawę bo tam zbiegiem czasu zaczęło się coś dziać. 2 minuta – Bartek Matejak próbował strzału ze skrzydła, Radomski i Melcher środkiem boiska. Niestety akcje bez większych efektów. To za mało na dobrą obronę Ostrówka.Kibice zebrani tego południa na Orliku na pierwszą bramkę musieli czekać do 13 minuty – strzelcem bramki Wiśniewski . Musimy wspomnieć również o dwóch ważnych sytuacjach z boiska - niegroźnie wyglądające starcie Kurka z Bad Boysów z jednym z zawodników Kominkowych zakończyło się kontuzją i zejściem z boiska zawodnika z Ostrówka. W ciągu następnych minut kontuzji nabawił się kolejny zawodnik z Ostrówka – Jarek Przybysz. Po stracie tak ważnych dwóch ogniw defensywy ciężko było myśleć o pozytywnym zakończeniu spotkania. Chłopakom życzymy szybkiego powrotu do zdrowia a my wracamy na zielone boisko.

Z przodu starał się szarpać Andrzej Sulewski ale niestety na niewiele to się zdało. Często nie miał komu podać i tracił piłkę. Natomiast Kominkowi sukcesywnie budowali przewagę z przodu od czasu do czasu podkręcając tempo w taki sposób, żeby zarobić ale nie narobić. Dobre zawody Kamila Melcher, który tego dnia wielu rzeczy próbował – nawet przewrotki.

Nowe El clasico?

Ostatnie spotkanie tego dnia to mecz, który w pierwszy założeniu miał się nie odbyć bo Klonowa chciała oddać walkower. Jednak patrząc na składy to oba zespoły prawie w pełnej gotowości. W Klonowych brakowało jedynie Matejaka, którego absencja tego dnia dała się odczuć w szeregach Klonowych. Patrząc na wcześniejsze lata to wiemy, że pełne trio (Bylak, Matejak i Bogusiewicz) nie grywało zbyt często. Były sezony gdzie Bylak leczył kontuzje i mistrzowie musieli sobie radzić bez Kondzia! Wróćmy na boisko - pierwszy gwizdek sędziego, pierwszy atak Klonowych i bramka na 1-0. A strzelcem nie kto inny jak Konrad Bylak. Pierwsza akcja i pierwszy faul w okolicach pola karnego. Do piłki podchodzi prawo nożny Kondzio, który wiemy że jak przyłoży to klękajcie narody – siatka na bramce już przed samym faktem wykonywania wolnego się podarła! Gwizdek sędziego to sygnał do rozpoczęcia biegu – Bylak uderza silnie i gol! Wznawiamy grę. Latoszek ze środka rozpoczął kolejny festiwal gry. Nie podłamał się stratą gola tylko grał swoje. Pokazał charakter i wolę walki. Atakował całe dwadzieścia minut. Praktycznie zamknął Klonową w ich polu karnym. Klonowa zmuszona do obrony potrafiła wyprowadzić kilka kontr jednak Komorowski  w bramce mimo przespanego początku dalej spisywał się bez zarzuty. Z resztą jego przeciwnik vis a vis również rozgrywał wspaniałe zawody. To dzięki Maćkowi Białkowi Klonowa nadal nie przegrywała. Latoszek natomiast próbował wszystkiego by strzelić kontaktową bramkę. Strzały z daleka bite przez Komorowskiego i Borkowskiego oraz akcje podbramkowe Markowskiego i Reniewicza nie potrafiły znaleźć drogi do bramki. Świetnie z tyłu w Klonowych zagrał Wiśniewski i Karolak. To chyba jeden z nielicznych spotkań gdzie Klonowa miała wyraźny problem z utrzymaniem się dłuższym przy piłce. I to nie było spowodowane brakami w umiejętnościach tylko w problemie zabrania piłki rywalowi. Przed końcem pierwszej części bramkę do szatni zdobywa ponownie niezawodny Bylak, który mimo braku Matejaka nie załamuje rąk. Wynik 2-0 niby nie jest bezpieczny ale wiedzieliśmy, że tutaj dużo bramek nie padnie.

Latoszek na drugą połówkę wychodzi jeszcze bardziej zmobilizowany. Z obozu chłopaków co rusz słychać były okrzyki zagrzewające do walki! Dodatkowej wiary dawali jej stali bywalce naszych Orlików – kibice.Z gry to oni mieli więcej sytuacji podbramkowych.  Brakowało skuteczności i szczęścia. Druga część meczu była taka sama jak pierwsza. Latoszek sukcesywnie budowało swoją przewagę. Zdobywał teren i zamykał przeciwnika na ich połowie. Klonowa ograniczała się jedynie do kontr. Bramka kontaktowa, które poderwała Latoszka padła dość szybko bo już w 29 minucie.  Strzelcem Pokraśniewicz. Za 10 minut do remisu doprowadził Przemek Borkowski, który często pomagał w akcjach ofensywnych. Dość dziwnym zagraniem było nie wyprowadzenie Krzyska Borkowskiego w podstawie – jednak mówmy o efektach jakie to przyniosło.  Krzysiek zaliczył w meczu kilka głupich fauli i odbywał kary minutowe wspólnie z Damianem Komorowskim. Z poziomu ławki obaj mogli się lepiej przyjrzeć sytuacji meczowej. To chyba zaprocentowało. Krzysiek, Przemek i Damian osłabiali zespół, który grał chwilami w podwójnym osłabieniu. Sędzia nie miał litości i wyrzucił prawie na raz dwóch zawodników z Latoszka. Klonowa nie potrafiła wykorzystać gry w podwójnej przewadze. Po powrocie na plac gry zawodników z kar minutowych wynik spotkania ustalił Reniewicz po indywidualnej akcji skrzydłem. Wynik końcowy 3-2.

Kamil Laskowski

Organizator Ligi Bobra

 

Strona: https://www.facebook.com/laskoka

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

powrót na górę

TECHNOLOGICZNIE WSPIERA NAS

Majek - technologicznie wspiera Ligę Bobra

Patronat

Burmistrz Miasta i Gminy Tłuszcz