Emocje, zwroty akcji i potężny cios w lidera, kartkowy rekord – 1. liga w Wołominie nie zawiodła!
Czwarta kolejka pierwszej ligi przyniosła wszystko, za co kochamy Ligę Bobra – od niespodziewanych zwrotów akcji, przez indywidualne popisy, po bramkarskie show i taktyczne szachy. Wataha roztrwoniła prowadzenie z Magnattem, ZKS nadal bez punktów w starciach z WKS-em, Orlik pokonał Wyższą Półkę w świetnym stylu, a w hicie dnia Kultywator odwrócił losy meczu z Ekipą i zadał jej pierwszą porażkę w sezonie. Ten dzień zostanie w pamięci na długo! Dodatkowo chyba padł rekord żółtych kartoników… 1,75 średnio kartki na mecz!
Czarna Wataha – Magnatt
Po jednostronnym początku meczu Magnatt złapał rytm i wrócił do gry z przytupem! Gdy wydawało się, że Wataha ma mecz pod kontrolą, goście zaczęli podkręcać tempo, lepiej operować piłką i szybciej przechodzić do ataku. To spotkanie ma szansę przejść do historii tej edycji – fantastyczne widowisko, pełne zwrotów akcji, grad bramek i nieustanne napięcie aż do ostatniego gwizdka. Czarna Wataha świetnie zaczęła, prowadziła wysoko, ale… Magnatt odrodził się jak feniks z popiołów.
Po bardzo słabym początku, gdzie szybko stracili kilka goli, Magnatt w drugiej połowie wrzucił wyższy bieg i systematycznie odrabiał straty. Na każde trafienie świetnie dysponowanego Marcina Pszczółkowskiego (showman Watahy tego dnia), odpowiadali dwoma, trzema ciosami. Bramki Błędowskiego, Laskowskiego i Pazia padały jedna po drugiej.
Kiedy sędzia zagwizdał po raz ostatni, tablica wyników pokazała 9:8 dla Magnattu – pierwsze punkty tej wiosny, pierwsze zwycięstwo i ogromny zastrzyk wiary dla zespołu, który do tej pory nie potrafił sięgnąć po wygraną.
Wataha? Walczyła, prowadziła, miała wszystko w swoich rękach – ale tym razem musiała uznać wyższość rywala.
ZKS Lucynów – WKS Ostrówek
Lucynów nadal bez wygranej z WKS-em. Show Kacpra Przybyło! Tak w skrócie można zrelacjonować to spotkanie. Choć początek meczu należał do ZKS-u, to druga połowa była już w pełni pod kontrolą WKS Ostrówek, który pokazał charakter, cierpliwość i skuteczność.
Po pierwszej części było 3:2 dla WKS-u, a Lucynów liczył na odwrócenie losów spotkania. Niestety, zamiast tego stracili kolejne trzy bramki, nie zdobywając przy tym żadnej. Dodatkowo, w końcówce meczu Mariusz Andrzejczak zobaczył żółtą kartkę, a zespół wyglądał coraz bardziej bezradnie. Ciekawostką pozostaje fakt, że WKS przez moment grał w podwójnym osłabieniu – w 45. minucie aż dwóch graczy (Padamczyk i Mateusz Górecki) wyleciało z boiska po żółtych kartkach. Mimo to Lucynów nie potrafił tego wykorzystać, nie oddając nawet groźnego strzału na bramkę WKS! Bohaterem spotkania został bezapelacyjnie Kacper Przybyło, który czterokrotnie wpisał się na listę strzelców i poprowadził WKS do zasłużonego zwycięstwa. Końcowy wynik 6:3 dla Ostrówka, który ponownie potwierdza, że ZKS nie ma recepty na tego rywala – kolejny mecz i kolejna porażka w bezpośrednim starciu.
Orlik Zabrodzie – Wyższa Półka
Falbowski show i triumf Orlika w meczu pełnym jakości! To był jeden z najlepszych meczów kolejki. Starcie technicznych ekip, pełne inteligentnego grania, akcji kombinacyjnych i emocji do samego końca. Choć Orlik prowadził do przerwy 2:0, Wyższa Półka w drugiej połowie rzuciła wszystko na szalę, by wrócić do gry. Opłaciło się. Orlik cofnął się. Skupił się na bronieniu wyniku. Cała drużyna na swojej połowie przyjmowała rywala. Gdy ten grał w osłabieniu – Orlik łapał siły.
Bramka kontaktowa Kupca po świetnym podaniu Gizy (który wcześniej zobaczył żółtą kartkę) dała sygnał do ataku. W 44. minucie było jeszcze goręcej – faul na Gizie w polu karnym, rzut karny… ale Falbowski wyczuł intencje Stańczaka i obronił jedenastkę! Kapitalny mecz bramkarza Orlika – zdecydowany zawodnik meczu, trzymał swój zespół przy życiu, kiedy przeciwnik mocno naciskał.
W końcówce, mimo wyraźnej przewagi Wyższej Półki w posiadaniu i sytuacjach, to Orlik zadał decydujący cios – Kuba Szymaniak w 50. minucie wykorzystał sytuację sam na sam, a mimo interwencji Piotrka Kozy, piłka wpadła do siatki. Końcowy wynik 3:1 dla Orlika, który pokazuje, że po powrocie do 1. ligi są gotowi walczyć z najlepszymi. A Wyższa Półka? Zagrała dobry mecz, ale tym razem zabrakło skuteczności i zimnej krwi.
Ekipa – Kultywator
Z 2:0 na 2:4! Kultywator z piekła do nieba w niecałe 10 minut.
Starcie lidera z wiceliderem trzymało w napięciu. W niedzielne popołudnie w Wołominie na godzinę 17:00 zaplanowano hit 4. kolejki 1. ligi, który przyciągnął naprawdę liczną publiczność. Na boisko wybiegły dwie niepokonane dotąd ekipy – liderująca Ekipa i depczący im po piętach Kultywator. Pierwsza połowa? Bez bramek, ale z masą emocji! Wynik 0:0, ale to zdecydowanie nie był nudny bezbramkowy remis. Mecz był szybki, intensywny, bardzo fizyczny i momentami trudny do prowadzenia dla sędziego. Emocje sięgały zenitu, a walka toczyła się o każdy metr boiska.
Żółte kartki? Aż trzy w pierwszej części meczu – Kuba Balcera i Adrian Rozbicki (Ekipa) oraz Adrian Biniek (Kultywator) zostali ukarani przez arbitra, a obie drużyny przez łącznie 15 minut grały w osłabieniu. Mimo to żadna nie oddała inicjatywy. Największe brawa należą się jednak bramkarzom – Bogdan z Kultywatora oraz Mateusz z Ekipy rozegrali świetne 25 minut, popisując się refleksami i pewnymi interwencjami. To był pojedynek golkiperów, którzy skutecznie zgasili wszystkie zagrożenia. Druga połowa zapowiada się jeszcze ciekawiej. A ta, przyniosła wszystko, czego można było się spodziewać po starciu lidera z wiceliderem – bramki, emocje, zwroty akcji i piłkarski dramat jednej z ekip. Choć Ekipa wyszła po przerwie na prowadzenie 2:0, mecz… kompletnie wymknął się jej spod kontroli. Najpierw Marcin Morawski przepchnął piłkę siłą do siatki, a potem Kuba Balcerak dołożył drugie trafienie, dając ekipie komfortowy wynik. Ale od tego momentu rozpoczął się szturm Kultywatora, który rzucił wszystkie siły do ataku i zepchnął rywala do głębokiej defensywy. Mateusz Ołdak w bramce Ekipy przez długie minuty trzymał wynik – bronił kapitalnie, ale w końcu musiał skapitulować. W 37. minucie Przemysław Oniszk huknął z dystansu, a piłka zaskoczyła wszystkich – Ołdak odprowadził ją tylko wzrokiem.
Potem przyszła fala, której Ekipie nie udało się zatrzymać:
Ilia Zaporozhchenko – bramka na 2:2
Klaudiusz Smolewski – precyzyjne uderzenie na 3:2
Ponownie Zaporozhchenko– domknął comeback na 4:2
Wszystko to w przeciągu niespełna 10 minut, odwracając losy meczu całkowicie. Kultywator pokazał klasę, dojrzałość i mentalność zwycięzcy. Ekipa? Świetny początek, ale końcówka do zapomnienia.
Hit kolejki nie zawiódł – liderzy dali widowisko, które długo zostanie w pamięci kibiców!