Cudowne zakończenie pierwszej ligi – Pioruny z brązem!
Nietypowo, bo już o 10:30, rozpoczęliśmy ostatnią, dziewiątą kolejkę pierwszej ligi. Na boisku w Tłuszczu zawodników przywitała prawdziwie letnia aura – pełne słońce, bezchmurne niebo i bardzo wymagające warunki do gry. Na inaugurację dnia Iskra Jasienica zmierzyła się z TWWD United, które przed meczem wciąż miało realną szansę na wywalczenie upragnionego medalu.
Iskra Jasienica – TWWD United
Pierwsza połowa pokazała jednak, że droga do podium może być dla TWWD znacznie trudniejsza, niż wydawało się przed pierwszym gwizdkiem. Do przerwy to Iskra prowadziła 4:2 i trzeba przyznać, że robiła to zasłużenie. Mimo zaledwie jednego zawodnika rezerwowego na ławce, zespół prezentował się bardzo solidnie, a przede wszystkim był konkretniejszy pod bramką Bartka Jarząbka, który tym razem występował między słupkami TWWD.
Kluczowym momentem pierwszej połowy była sytuacja z udziałem Arka Ołdaka. Zawodnik TWWD został ukarany żółtą kartką, a jego drużyna przez pięć minut musiała radzić sobie w osłabieniu. Iskra bezlitośnie wykorzystała ten okres gry w przewadze, zdobywając aż trzy bramki w ciągu kilku minut i budując przewagę, która ustawiła przebieg pierwszej części gry.
TWWD nie zamierzało jednak składać broni. W końcówce pierwszej połowy ofensywne próby podejmowali przede wszystkim Ołdak i Matejak, starając się znaleźć sposób na świetnie dysponowanego Kruszewskiego. Bramkarz Iskry rozgrywał znakomite zawody i był jednym z głównych powodów, dla których jego drużyna schodziła na przerwę z prowadzeniem. Mimo starań TWWD, ostatnie słowo przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę należało do Iskry. Po szybkim kontrataku Stańczak wykorzystał swoją okazję i podwyższył wynik na 4:2.
Obraz meczu pierwszej połówki był dosyć wyraźny. TWWD częściej utrzymywało się przy piłce, starało się prowadzić grę i budować akcje pozycyjne. Iskra natomiast świetnie czuła się w szybkich przejściach do ataku i bardzo skutecznie wykorzystuje wolne przestrzenie za plecami rywali.
Druga połowa dostarczyła wszystkiego, czego można oczekiwać od wielkiego widowiska – walki, zwrotów akcji, pięknych bramek i dramatycznego zakończenia w ostatnich sekundach.
Po przerwie TWWD wyszło na boisko jak zupełnie inny zespół. Od pierwszych minut było widać, że stawka meczu jest dla nich ogromna. To właśnie zawodnicy TWWD przejęli ponownie inicjatywę, kontrolowali przebieg gry i raz za razem nacierali na bramkę Iskry. Szybko przyniosło to efekty. Bramki zdobywali kolejno Ołdak, Matejak oraz Banasiak, który tuż po rozpoczęciu drugiej połowy dał swojej drużynie kontaktowe trafienie i rozpoczął pogoń za wynikiem.
Iskra nie zamierzała jednak oddawać pola. Bardzo dobre zawody rozgrywali Kruszewski oraz Sroka, którzy wielokrotnie napędzali akcje swojego zespołu i utrzymywali gospodarzy w grze. Mimo przewagi TWWD, Iskra cały czas pozostawała groźna przy szybkich kontratakach.
Kulminacyjny moment spotkania nastąpił w 48. minucie. TWWD prowadziło już 6:5 i wydawało się, że jest o krok od dowiezienia zwycięstwa. Wtedy jednak Iskra przeprowadziła znakomitą kontrę. Sroka świetnie uruchomił Stańczaka, ten z kolei idealnie dograł do wbiegającego w pole karne Tomka Sasina. Wystarczyło tylko dostawić nogę i piłka wylądowała w siatce. Było 6:6, a emocje sięgnęły zenitu.
Los chciał jednak dopisać do tego meczu jeszcze jeden, niezwykle dramatyczny rozdział. Gdy wszyscy szykowali się już na końcowy gwizdek, w ostatniej akcji spotkania piłka niefortunnie odbiła się od Tomka Sasinai wpadła do własnej bramki. Gol samobójczy w praktycznie ostatniej sekundzie meczu sprawił, że TWWD United wyszarpało zwycięstwo 7:6.
To był niezwykle bolesny moment dla Iskry, która była o włos od zdobycia cennego punktu, ale jednocześnie piękny przykład sportowego dramatu, który czasami pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. TWWD zdobywa trzy punkty i podtrzymuje swoje medalowe nadzieje. Teraz pozostaje już tylko czekać na rozstrzygnięcia w meczu Wyższej Półki z FC Piorunami, które zdecydują o końcowym układzie czołówki tabeli.
Black Horses – BrumBrumki Wynajem Samochodów
Drugie spotkanie dnia pomiędzy Black Horse a BrumBrumkami od początku było meczem o ogromną stawkę. Jak zapowiadaliśmy przed kolejką, dla obu zespołów było to starcie, które mogło mieć kluczowe znaczenie w walce o utrzymanie. Po pierwszych 25 minutach bliżej wykonania ważnego kroku byli zawodnicy Black Horses, którzy prowadzą 6:5.
Black Horses pozytywnie zaskoczyli swoją grą. Zespół prezentował się bardzo dobrze w rozegraniu, często wymieniał podania i stawiał na kombinacyjne akcje, które przynosiły wymierne efekty. Na listę strzelców wpisywali się kolejno Szwaczyk, Wojciechowski oraz Adrian Rozbicki. Szczególnie ten ostatni zaznaczył swoją obecność po dołączeniu do zespołu już w trakcie pierwszej połowy, zdobywając dwa gole, w tym jedno trafienie z rzutu karnego po pewnym strzale.
BrumBrumki jednak ani myślały odpuszczać. Jak to często bywało w tym sezonie, ciężar ofensywy wzięli na siebie Hubert Klobus i Flak. Kołbus dwukrotnie trafiał już na początku spotkania, zdobywając bramki w 5. i 7. minucie, natomiast Flak dołożył swoje trafienia w końcówce pierwszej połowy. To właśnie ich skuteczność sprawiła, że BrumBrumki cały czas pozostają w kontakcie i nie pozwalają rywalom odskoczyć na bezpieczny dystans.
Wynik 6:5 po pierwszej połowie doskonale oddaje przebieg spotkania. Oglądaliśmy bardzo ofensywny futbol, mnóstwo sytuacji bramkowych i wymianę ciosów z obu stron.
Druga połowa spotkania Black Horse z BrumBrumkami była równie widowiskowa jak pierwsza. Łącznie w meczu kibice obejrzeli aż 19 bramek, a o końcowym wyniku ponownie zdecydowały ostatnie minuty meczu, podobnie jak w inauguracyjnym starciu tego dnia.
Po wznowieniu gry BrumBrumki błyskawicznie odrobiły straty. Już chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy Łukasz Urbanik zdobył bramkę na 6:6 i po raz kolejny udowodnił, że staje się prawdziwym „kołem ratunkowym” swojej drużyny. To już drugi mecz z rzędu, w którym jego szybkie trafienie po przerwie daje Brumkom impuls do walki o korzystny wynik.
Na tym jednak ofensywny zryw się nie zakończył. Kolejnego gola dołożył Hubert Kołbus i to BrumBrumki objęły prowadzenie 7:6. Black Horse znaleźli się pod presją i musieli ruszyć do odrabiania strat. Ich determinacja szybko przyniosła efekty – w 33. i 34. minucie na listę strzelców wpisali się Smolik oraz Wojciechowski, ponownie przechylając szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny.
Radość nie trwała jednak długo. Niemal natychmiast odpowiedział Łukasz Flak, który zdobył niezwykle ważną bramkę i rozpoczął decydujący fragment spotkania. To właśnie Flak był jednym z bohaterów meczu i w pełni zasłużenie zapracował na miano zawodnika spotkania.
Końcówka należała już do BrumBrumków. Dwa kolejne trafienia Huberta Kołbusa oraz bramka Łukasza Urbanika definitywnie pogrążyły Black Horse i przypieczętowały zwycięstwo Brumków. Dzięki efektownej wygranej zespół nie tylko zgarnął komplet punktów, ale również zanotował znaczący awans w ligowej tabeli, kończąc kolejkę na wysokim, szóstym miejscu.
Orlik Zabrodzie – Old Stars Team
Niezwykle wyrównane spotkanie, gdzie oba zespoły bardzo ukierunkowane były na zwycięstwo, przez co oglądaliśmy równorzędny, zacięty, pełen walki bój o trzy punkty na koniec sezonu. Worek z bramkami rozwiązał się w 4 minucie za sprawą Filipa Nożykowskiego, któremu asystował Zbyszek Pawlak.
W 17 minucie Diuk wykorzystał zamieszanie w polu karnym, ale Orlik chwilę później ponownie objął prowadzenie, ponownie za sprawą duetu Nożykowski – Pawlak. To jednak do Old Stars Team należało ostatnie słowo w pierwszej części. Przepiękne podanie z głębi pola Daniela Sarny i jeszcze piękniejsze wykończenie akcji przez Damiana Świerblewskiego.
Druga część również na remis, ciągła wymiana ognia, sprawa końcowego wyniku do samego końca była sprawą otwartą. W bramce dwoił się i troił Tomek Pietrzak, za co otrzymał nagrodę zawodnika meczu. Rzutem na taśmę Orlik Zabrodzie w ostatniej akcji meczu uratował remis.
Wyższa Półka – FC Pioruny
Niezwykle istotny mecz w kontekście układu w tabeli. Przed spotkaniem Pioruny były po za podium, ale wysokie zwycięstwo było w stanie wyciągnąć ich nawet na fotel vicelidera. Od pierwszego gwizdka czuć było wysokie napięcie i wagę tego spotkania. Pioruny bardzo zmobilizowane, nastawione na wysoki pressing. W piątej minucie plan na ten mecz zespołu Marcina Morawskiego zaczął się realizować za sprawą trafienia Piotrka Jankowskiego.
Wyższa Półka nie zamierzała jednak składać broni, za sprawą Patryka Skrajnego i Wiktora Króla wyszli na prowadzenie. Nie cieszyli się z niego jednak zbyt długo, bo w 12 minucie do remisu doprowadził Grzegorz Wróbel, a Julek Kornacki po świetnym uderzeniu dał swojemu zespołowi prowadzenie w 21 minucie. Pod koniec pierwszej części to jednak Wyższa Półka zaprezentowała się lepiej. Duet Kupiec – Melcher wyprowadził dwa ciosy i to ich zespół schodził na przerwę na prowadzeniu.
W drugiej części gra zrobiła się bardziej intensywna, ale też momentami przesadnie ostra. Czuć było wagę tego meczu, Pioruny często podejmowały niewłaściwe, nieprzemyślane decyzje, co znacząco psuło ich płynność gry. Finalnie, po świetnej końcówce i doskonałej dyspozycji Piotrka Jankowskiego ekipa Piorunów odniosła zwycięstwo, które finalnie pozwoliło zająć im trzecie miejsce, co jak na beniaminka jest wynikiem doskonałym. Wyższa Półka po ciężkim, choć przegranym boju, finalnie kończy tę edycję na drugim miejscu.