Zefir odwraca losy meczu w ostatniej akcji, Mrozy i Wyższa Półka umacniają się na szczycie!
FC Mrozy potwierdziły swoją wysoką formę, Wyższa Półka i Kultywator urządziły sobie strzeleckie popisy, a Zefir Rżyska dokonał spektakularnego powrotu, pieczętując triumf w ostatniej akcji meczu.
Orlik Zabrodzie – FC Pioruny
Orlik Zabrodzie przystąpił do spotkania w mocno okrojonym składzie, mając do dyspozycji zaledwie jednego zawodnika rezerwowego. Taka sytuacja znacząco utrudniła nawiązanie równorzędnej walki z dobrze dysponowanymi Piorunami. Zespół Marcina Morawskiego od pierwszych minut ruszył do zdecydowanych ataków i już po jedenastu minutach prowadził 4:0. Hat-trick skompletował Bartek Czajka, a jedno trafienie dołożył Alan Balcer. Pioruny nie zwalniały tempa, konsekwentnie napierając na bramkę rywali. Do przerwy prowadziły już 9:0.
Po zmianie stron licznik dwucyfrowy uruchomił Daniel Stańczak. W drugiej połowie tempo spotkania nieco spadło, ale obraz gry nie uległ zmianie. Pioruny w pełni kontrolowały przebieg rywalizacji i skutecznie neutralizowały ofensywne próby Orlika. Ostatecznie FC Pioruny zwyciężyły aż 12:0, potwierdzając swoją siłę i wysokie aspiracje.
Wyższa Półka – Paskowianka Pasek
Zawodnicy Krzysztofa Króla od początku narzucili rywalom własne warunki. Już w drugiej minucie Konrad Kupiec wygrał pojedynek jeden na jeden z Arkiem Woźniakiem i precyzyjnym uderzeniem przy bliższym słupku pokonał Mateusza Wiśniewskiego. Chwilę później na 2:0 podwyższył Bartek Budek, a w 11. minucie Wyższa Półka prowadziła już 3:0. Kamil Melcher zagrał piłkę w pole karne, a Przemysław Wycech efektownym strzałem piętą skierował ją do siatki tuż przy słupku. Przewaga Wyższej Półki rosła z każdą minutą, a do przerwy tablica wyników wskazywała pewne 5:0.
Po zmianie stron obraz spotkania nie uległ większej zmianie. Wyższa Półka nadal dominowała, swobodnie konstruowała kolejne akcje i bezlitośnie wykorzystywała błędy przeciwników. Paskowianka nie potrafiła znaleźć sposobu na zatrzymanie rozpędzonego rywala, a jej gra wyraźnie straciła impet. Zespół Arka Woźniaka zaliczył bardzo blady występ, daleki od oczekiwań wobec aktualnego mistrza 2. Ligi i beniaminka najwyższej klasy rozgrywkowej. Wyższa Półka wygrała 11:2 i pozostaje niepokonana po czterech kolejkach. Godny odnotowania był również fakt efektownego powrotu na murawę Naszych ligowych weteranów. Krzysztof Król i Michał Wytrykus weszli na plac gry na ostatnie minuty – dobrze was widzieć na murawie Panowie!
Kultywator – TWWD United
TWWD United, mimo niekompletnego składu, pokazał sporo charakteru i długo starał się dotrzymywać kroku solidnemu Kultywatorowi. Sama ambicja nie wystarczyła jednak, by przeciwstawić się dobrze zorganizowanemu przeciwnikowi. Zespół Bogdana Stefańczuka prezentował się dojrzalej, skutecznie wykorzystywał swoje okazje i konsekwentnie stosował wysoki pressing, dzięki któremu kontrolował tempo gry. Dodatkowym atutem Kultywatora była przewaga liczebna, która pozwalała sprawniej rotować siłami.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Sebastian Sasin, który w swoim premierowym występie w tym sezonie bardzo dobrze prezentował się w środku pola. Pod nieobecność kilku czołowych zawodników ciężar zdobywania bramek rozłożył się na cały zespół. Świetną dyspozycję potwierdził Hubert Fedorczyk, autor hat-tricka. Kultywator od początku do końca prezentował się solidniej i ostatecznie zwyciężył 11:2, dopisując do swojego dorobku kolejne trzy punkty.
Wymiatacze PHR – FC Mrozy
Spotkanie Wymiataczy PHR z liderującym FC Mrozy okazało się jednym z najbardziej widowiskowych starć kolejki. Pierwsza połowa obfitowała w bramki, a kibice oglądali otwartą grę i liczne ofensywne akcje. Niespodziewanie to Wymiatacze jako pierwsi objęli prowadzenie, jednak Mrozy szybko odpowiedziały i z nawiązką odrobiły straty. Duża liczba wolnych przestrzeni sprzyjała kolejnym atakom, a do przerwy lider prowadził 6:3.
Po wznowieniu gry Wymiatacze nie zamierzali składać broni. Za sprawą Wielgórki zmniejszyli dystans do rywali, lecz chwilę później Adrian Zyśk ponownie zapewnił Mrozom bezpieczniejszą przewagę. Wymiatacze postawili liderowi bardzo wysoko poprzeczkę, przez długi czas utrzymując spotkanie w otwartej formule. Wysokie tempo zaczęło jednak z czasem odbijać się na ich dyspozycji. W końcówce popełnili zbyt wiele niewymuszonych błędów, które Mrozy bezlitośnie zamieniały na kolejne trafienia. Ostatecznie FC Mrozy zwyciężyły 11:5, potwierdzając swoją ofensywną siłę i umacniając się na pozycji lidera. Pod względem widowiskowości, tempa i ofensywnego nastawienia obu zespołów było to bez wątpienia jedno z najlepszych spotkań dnia. Wymiatacze mogą natomiast mieć satysfakcję z tego, że przez długie fragmenty skutecznie stawiali opór faworytowi.
BrumBrumki – Zefir Rżyska
Jeśli ktoś opuszczał orlik przed końcowym gwizdkiem, mógł żałować jeszcze długo. Starcie BrumBrumek z Zefirem Rżyska przyniosło jeden z najbardziej spektakularnych zwrotów akcji w tej edycji rozgrywek, a nawet śmiem twierdzić, że to jedno z lepszych spotkań na przestrzeni kilku dobrych edycji. Początek należał do BrumBrumek, które błyskawicznie objęły prowadzenie 2:0. W odstępie zaledwie dwóch minut Łukasz Flak dwukrotnie pokonał bramkarza beniaminka. W 15. minucie wynik podwyższył Hubert Kolbus, a chwilę później kolejne trafienie dołożył Kamil Krawczyk. Przy obu bramkach asystował Kuba Jankowski, dla którego był to debiut w barwach BrumBrumek. Do przerwy gospodarze prowadzili pewnie 5:1 i wydawało się, że mają spotkanie pod pełną kontrolą.
Druga połowa rozpoczęła się jednak od dwóch szybkich ciosów Zefiru. Do siatki trafili Bartek Januszko i Mateusz Florczak, a mecz momentalnie nabrał rumieńców. Zefir złapał wiatr w żagle i coraz śmielej ruszał do ataków. W 36. minucie Antek Roguski pokonał Mikołaja Rokitę, zmniejszając stratę do zaledwie jednej bramki. To był dopiero początek wielkich emocji. Zawodnicy Zefiru poszli za ciosem, odwrócili losy rywalizacji i wyszli na prowadzenie 7:6! BrumBrumki nie zamierzały jednak pogodzić się z takim obrotem spraw. Rzuciły się do odrabiania strat, a Kamil Krawczyk doprowadził do wyrównania. Gdy wydawało się, że oba zespoły podzielą się punktami, nastąpiła ostatnia akcja meczu. Wtedy po raz kolejny błysnął Mateusz Florczak, który przypieczętował zwycięstwo Zefiru i skompletował imponujący dorobek pięciu bramek. Dla niego, podobnie jak dla Jankowskiego po drugiej stronie boiska, był to pierwszy występ w tym sezonie. Spektakl nad spektakle, olbrzymie gratulacje dla obu zespołów za zgotowanie takiego widowiska.