TWWD oraz Pioruny na remis po szalonym widowisku
Na półmetku rozgrywek gęsta mgła spowiła orlik w Tłuszczu, choć na boisku nie brakowało gorących emocji. Kolejna seria spotkań przyniosła zarówno jednostronne widowiska i strzeleckie popisy faworytów, jak i zacięte pojedynki, w których o wyniku decydowały detale. Wyższa Półka urządziła sobie prawdziwy festiwal bramek, liderujące FC Mrozy musiały solidnie zapracować na kolejne punkty, a na deser TWWD United i FC Pioruny zaserwowały kibicom niesamowitą końcówkę, której scenariusza nie powstydziłby się najlepszy piłkarski thriller.
Wyższa Półka – Wymiatacze PHR
O godzinie 9:00 na murawie orlika w Tłuszczu zameldowali się współliderująca Wyższa Półka oraz zamykający ligową tabelę Wymiatacze PHR. Gęsta mgła ograniczała widoczność, ale nie przeszkodziła faworytom w urządzeniu sobie prawdziwego strzeleckiego festiwalu. Już do przerwy zawodnicy Krzysztofa Króla prowadzili 9:1, a na boisku oglądaliśmy widowisko niemal całkowicie jednostronne. Wymiatacze mogli za to z przymrużeniem oka pochwalić się prowadzeniem w nieoficjalnej klasyfikacji dziurawej siatki. Wyższa Półka nie miała litości dla rywali. Imponowała skutecznością, swobodą w konstruowaniu akcji i łatwością, z jaką znajdowała kolejne drogi do bramki. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Kamil Melcher, który znakomicie kreował grę i nadawał ton ofensywnym poczynaniom zespołu. Wymiatacze, występujący bez zawodnika rezerwowego, nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z rozpędzonym przeciwnikiem. Po przerwie obraz spotkania nie uległ zmianie, a licznik bramek Wyższej Półki zatrzymał się dopiero na liczbie 23. Ostatecznie faworyci zwyciężyli 23:2, wysyłając rywalom wyraźny sygnał, że w walce o najwyższe cele zamierzają odgrywać pierwszoplanową rolę.
BrumBrumki – FC Mrozy
Mecz lidera z BrumBrumkami rozpoczął się od trafienia Bartka Nowaka, który szybko dał ekipie FC Mrozy prowadzenie. Rywale nie zamierzali jednak ułatwiać zadania faworytom i błyskawicznie odpowiedzieli za sprawą Łukasza Flaka. Mrozy przystąpiły do spotkania bez zawodnika rezerwowego, a gęsta mgła, która otulała boisko, doskonale oddawała charakter tej rywalizacji — momentami było naprawdę gęsto. Nie brakowało kontaktowej gry, pojedynków fizycznych, przewinień i walki o każdą piłkę. BrumBrumki prowadzone z ławki przez Pawła Bukraka zaprezentowały się bardzo dobrze, stawiając liderowi trudne warunki. Do przerwy Mrozy prowadziły jednak 3:2. Po zmianie stron lider szybko powiększył przewagę. Na listę strzelców wpisał się Dawid Kalata, ale BrumBrumki nie zamierzały odpuszczać i wkrótce ponownie zbliżyły się do rywali na dystans jednego gola. Gospodarze mieli nawet szansę na wyrównanie, lecz uderzenie Łukasza Urbanika zatrzymało się na słupku. To był moment, w którym spotkanie mogło nabrać zupełnie innego kierunku. FC Mrozy przetrwały trudny fragment, wykazały się cierpliwością i z czasem odzyskały kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Duet Bartek Nowak – Dawid Kalata ponownie odegrał kluczową rolę, pomagając liderowi sięgnąć po kolejne trzy punkty. BrumBrumki mogą jednak schodzić z boiska z podniesioną głową — postawiły faworytowi bardzo wysoko poprzeczkę i udowodniły, że potrafią skutecznie rywalizować z czołówką ligi.
Kultywator – Zefir Rżyska
Od pierwszych minut Kultywator narzucił własne warunki gry. Zawodnicy Bogdana Stefańczuka zdominowali środek pola, ograniczając Zefirowi możliwość swobodnego rozgrywania piłki i zmuszając beniaminka do szukania szans przede wszystkim w szybkich kontratakach. Kultywator imponował solidnością w defensywie i pomysłowością w ataku, a jego przewaga znalazła odzwierciedlenie w wyniku. Do przerwy prowadził już 4:1. Zefir lepiej rozpoczął drugą połowę. Janek Chrapiński pewnie umieścił piłkę w siatce, dając swojej drużynie nadzieję na zmniejszenie strat. Kultywator szybko jednak odzyskał kontrolę i ponownie zaczął dyktować warunki. Z każdą kolejną minutą rosła przewaga zespołu Bogdana Stefańczuka, który na dziesięć minut przed końcem prowadził już 8:2. Świetną dyspozycję strzelecką potwierdził Klaudiusz Smolewski, kompletując hat-tricka. Kultywator nie zwolnił tempa i ostatecznie zwyciężył 10:2, dopisując do swojego dorobku pewne trzy punkty.
Orlik Zabrodzie – Paskowianka Pasek
Paskowianka przystąpiła do spotkania w mocno okrojonym składzie, podczas gdy Orlik Zabrodzie dysponował znacznie szerszą kadrą. Początkowa faza meczu była dość wyrównana, choć z czasem coraz wyraźniej zaznaczała się przewaga zespołu Adama Anaszewskiego. Orlik potrafił wypracować sobie więcej klarownych sytuacji i skuteczniej je wykorzystywał. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Mateusz Bohdziul, który skompletował hat-tricka, a dwa trafienia dołożył Kamil Nożykowski. Po przerwie rywalizacja stała się bardziej wyrównana. Paskowianka szukała swoich szans i miała momenty, w których zbliżała się do przeciwnika, jednak fatalna skuteczność całego zespołu skutecznie utrudniała jej powrót do gry. Orlik również nie prezentował przez całe spotkanie równej dyspozycji, ale potrafił zachować kontrolę nad wynikiem i nie pozwolił rywalom na odwrócenie losów meczu. Ostatecznie zespół z Zabrodzia dopisał do swojego dorobku zwycięstwo, a Paskowianka musiała obejść się smakiem, mimo kilku obiecujących fragmentów gry.
TWWD United – FC Pioruny
Jeśli ktoś szukał dowodu na to, że w futbolu nie warto przedwcześnie stawiać kropki nad i, to właśnie go otrzymał. Starcie TWWD United z FC Piorunami przyniosło kapitalne widowisko, pełne zwrotów akcji, ofensywnej wymiany ciosów i dramatycznej końcówki. Wojtek Kaska zebrał do gry pełny skład TWWD, dysponując dodatkowo dwoma zawodnikami rezerwowymi, co wyraźnie przełożyło się na dyspozycję zespołu. TWWD dwukrotnie obejmowało prowadzenie w pierwszej połowie — najpierw po trafieniu Mateusza Ołdaka, a następnie dzięki bramce legendy Ligi Bobra, Adama Matejaka. FC Pioruny, prowadzone przez Marcina Morawskiego i dysponujące niemal najmocniejszym zestawieniem kadrowym, nie pozostawały dłużne. Do siatki trafiali Daniel Stańczak oraz Alan Balcer, a na przerwę obie drużyny schodziły przy remisie 2:2. To jednak druga połowa przyniosła emocje, których trudno było się spodziewać nawet po tak obiecującym początku. Oba zespoły ruszyły do ofensywy, a na boisku trwała prawdziwa wymiana ognia. W 33. minucie, przy wyniku 5:4, Hubert Borowiecki wyprowadził TWWD na prowadzenie, ale Pioruny odpowiedziały z ogromną siłą. Dziesięć minut później to one prowadziły już 8:5 i wydawało się, że przejmują pełną kontrolę nad spotkaniem. Doskonale w ofensywie prezentował się Daniel Stańczak, który skompletował hat-tricka. Takim samym osiągnięciem mogli pochwalić się Borowiecki i Matejak, co tylko podkreśla skalę indywidualnych popisów w tym spotkaniu. TWWD United nie zamierzało jednak składać broni. Zamiast pogodzić się z porażką, zespół rzucił wszystkie siły do odrabiania strat. Determinacja i walka do samego końca przyniosły niesamowity efekt — w ciągu ostatnich trzech minut TWWD odrobiło trzybramkową stratę, a w praktycznie ostatniej akcji meczu doprowadziło do wyrównania! Końcowy remis 8:8 był nagrodą za nieustępliwość i walkę do ostatniego gwizdka, ale także podsumowaniem znakomitego widowiska, w którym obie drużyny pokazały ogromny potencjał ofensywny. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych kandydatów do miana meczu kolejki.