Mimo tylko dwóch meczów – atrakcji nie brakowało!
Siódmą kolejkę pierwszej ligi rozpoczęliśmy przy kapitalnej pogodzie na boisku w Tłuszczu przy ulicy Łąkowej. Wysoka temperatura i wymagające warunki sprawiły, że od pierwszych minut było widać, jak ważne będzie odpowiednie rozłożenie sił.
Orlik Zabrodzie – BrumBrumki
Na inaugurację dnia Orlik Zabrodzie mierzył się z Brum-Brunkami. Już w zapowiedziach podkreślaliśmy, że to starcie drużyn, które w obecnym sezonie nie prezentują jeszcze pełni swojego potencjału. W pierwszej połowie zdecydowanie lepiej wyglądał jednak Orlik, który do przerwy prowadził pewnie 4:0.
Zawodnicy Orlika imponowali przede wszystkim regularnością. Bramki padały niemal seryjnie — w 4., 16., 20. oraz 24. minucie — co pokazuje, jak konsekwentnie budowali swoją przewagę. Bardzo dobrze funkcjonowała współpraca Norzewskiego z Pawlakiem. Obaj zawodnicy zdobyli po dwa trafienia, a szczególnie aktywny był Norzewski, który nie tylko sam wpisał się na listę strzelców już w 10. minucie, ale również świetnie obsługiwał partnerów podaniami.
Brum-Brumki również miały swoje okazje i wynik z pierwszych minut nie oddawał w pełni przebiegu meczu. Groźnie próbował Bukrak po strzale z dystansu, a dwukrotnie swoich szans szukał także Kolbus. Zabrakło jednak skuteczności i wykończenia pod bramką rywali.
Do przerwy Orlik Zabrodzie prowadzi z Brum-Brunkami 4:0.
Druga połowa meczu BrumBrumki – Orlik Zabrodzie była bez wątpienia jednym z najlepszych fragmentów całej kolejki. Po pierwszej połowie niewiele wskazywało na to, że Brumki będą jeszcze w stanie wrócić do gry, ale po zmianie stron oglądaliśmy prawdziwy pokaz charakteru i ofensywnego futbolu.
Fenomenalne zawody rozegrał Hubert Kolbus. Już w pierwszej części był bardzo aktywny, jednak brakowało mu skuteczności. W drugiej połowie dosłownie „odpalił”. Najpierw zachwycił kapitalnym trafieniem z przewrotki, później dołożył świetną bramkę głową po idealnym dograniu, a następnie pewnie wykorzystał rzut karny. To właśnie jego ofensywna energia sprawiła, że Brumki zaczęły realnie zbliżać się do Orlika i łapać kontakt wynikowy.
Dobre zawody rozegrał również Łukasz Urbanik, który bardzo dobrze współpracował z ofensywą zespołu. Kilkukrotnie świetnie dogrywał partnerom, a dodatkowo sam wpisał się na listę strzelców. Brumki w drugiej połowie wyglądały zdecydowanie lepiej, odważniej i przede wszystkim skuteczniej.
Orlik Zabrodzie po przerwie nie był już tak dominujący jak w pierwszej odsłonie meczu. Spora zaliczka wypracowana przed przerwą pozwoliła spokojniej kontrolować końcówkę spotkania. Mimo mocnego naporu Brumków, Orlik utrzymał przewagę i ostatecznie wygrał bardzo widowiskowy mecz 8:6.
To było spotkanie pełne emocji, zwrotów akcji i efektownych bramek, a druga połowa zdecydowanie mogła podobać się wszystkim kibicom obecnym przy Łąkowej.
Wyższa Półka – Black Horses
Drugie spotkanie dnia pomiędzy Black Horses a Wyższą Półką od pierwszych minut potwierdzało, że zapowiada się bardzo ciekawe i taktyczne widowisko. Już na początku meczu Black Horses błyskawicznie objęli prowadzenie 1:0, a później przewagę podwyższył Adrian Rozbicki, dając swojej drużynie bardzo komfortowy rezultat 2:0. Bramkę na 1-0 strzelił Mianowicz (bramkarz) i chyba dał wyraźny sygnał do przeciwnika, że tego dnia to on będzie rozdawał karty.
Wyższa Półka długo nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywali. Zespół momentami sprawiał wrażenie, jakby „bił głową w mur” — brakowało płynności, przyspieszenia gry i konkretów pod bramką Black Horses. Dopiero tuż przed przerwą kontaktowe trafienie zdobył Wiktor Król po podaniu Konrada Kupca, co pozwoliło złapać oddech przed drugą połową.
Pierwsza część spotkania bardzo mocno pokazała coś, o czym pisaliśmy już w zapowiedziach — jak ogromne znaczenie ma dobry bramkarz. W przypadku Black Horses świetnie prezentował się Mianowicz, który nie tylko pewnie bronił i dobrze kierował defensywą, ale również brał udział w rozegraniu i sam wpisał się na listę strzelców. Był jednym z najważniejszych zawodników swojej drużyny w pierwszej połowie.
Po stronie Wyższej Półki wyraźnie widoczny był brak Melchera, którego nieobecność odbiła się na organizacji gry ofensywnej. W trakcie pierwszej połowy do zespołu dołączył Daniel Kania i można przypuszczać, że to właśnie on przejmie ciężar rozegrania w środku pola w dalszej części spotkania.
Do przerwy Black Horses prowadzą 2:1 i są bliżej sprawienia niespodzianki. Warto jednak zaznaczyć, że drużyna gra praktycznie bez rotacji, mając bardzo krótką ławkę rezerwowych. Przy tak wymagających warunkach pogodowych może to odegrać kluczową rolę w drugiej połowie meczu.
Oblężenie bramki Black Horses trwało również przez całą drugą połowę. Wyższa Półka od początku po przerwie ruszyła do zdecydowanych ataków i praktycznie nie schodziła z połowy rywala. Mimo ogromnej presji długo nie mogła jednak znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Mianowicza oraz ofiarnie broniącą defensywę Black Horses.
Nawet moment gry w przewadze, po żółtej kartce i osłabieniu Black Horses, nie przyniósł Wyższej Półce natychmiastowego przełamania. Dopiero Konrad Kupiec okazał się zawodnikiem, który znalazł klucz do bramki Mianowicza. To właśnie on podawał przy golu kontaktowym, a w ostatnich minutach meczu otworzył drogę do odwrócenia losów meczu. Choć „worek z bramkami” został otwarty, to nie był to festiwal trafień — Wyższa Półka ostatecznie zdobyła tylko trzy gole i do samego końca musiała drżeć o wynik.
Mimo porażki Black Horse mogą schodzić z boiska z podniesionymi głowami. Drużyna rozegrała bardzo mądry i odpowiedzialny mecz, szczególnie biorąc pod uwagę problemy kadrowe oraz brak typowego kreatora gry, jakim są Mariański czy Sasin. Zespół nadrabiał ambicją, organizacją i charakterem, momentami naprawdę skutecznie neutralizując ofensywne atuty rywala.
Ogromne słowa uznania należą się przede wszystkim Mianowiczowi. Bramkarz Black Horse był absolutnym liderem swojej drużyny — nie tylko wielokrotnie ratował zespół świetnymi interwencjami, ale również dawał spokój i pewność całej defensywie. To w dużej mierze dzięki jego postawie Black Horses przez długi czas byli bardzo blisko sprawienia dużej niespodzianki.
Iskra Jasienica – FC Pioruny
Walkower. Iskra nie stawiła się na meczu.
Old Stars Team – FC Mrozy
Walkower. Old Stars Team nie stawił się na meczu